Spotkanie Wspólnoty Męskiej – 27.10.2015

Po spotkaniu miałem wiele myśli – trochę męczących moją duszę, naszły mnie różne przemyślenia – taka nuta melancholii. To na przykład, że całe życie człowieka jest podobno ciemnością. Nasza droga wiedzie przez meandry nocy. Jesteśmy zagubieni w labiryntach, pokaleczeni, zamknięci na światło – te które pochodzi od samego Boga. Gdybyśmy może mieli więcej wiary? Może ten zmierzch w sercu rozproszyłby się? A my z uporem poszukujemy, chcemy wypełnić pustkę serca jakąś namiastką życia, miotamy się niczym w sieci. Zastanawiałem się nad modlitwą o której wiele się mówi. Wiem, że przecież wystarczy słowo, aby dusza była uzdrowiona. Tyle że u mnie bywa z tym różnie. Kiedy wołam o pomoc, powtarzam: „Jezusie, synu Dawida ulituj się nade mną”. Tylko na tyle mnie stać… niewiele ulgi doznaję. Z drugiej zaś strony ten krótki akt strzelisty pozwala mi nie stracić wiary w trudnych dla mnie momentach.
Podczas dyskusji z ust Brata Przemka padły słowa o modlitwie, która jest swego rodzaju terapią. Te słowa wydają się prostą kalkulacją – ofiara z modlitwy oraz dar od Pana Boga, który zsyła ukojenie, promienie swojej miłości. Może trzeba to powtarzać częściej, aby słowa nabrały mocy…?
Nie zabrakło pracy nad kolejną skorupą. Tym razem sprawdzaliśmy na ile jesteśmy – inkwizytorami. Rozważaliśmy trudne relacje damsko – męskie w kontekście dominacji nad płcią piękną. To nie było łatwe zadanie, ponieważ trzeba było spojrzeć na całe swoje życie, również na swoje dzieciństwo, stosunki z matką. Do następnego spotkania zapewne każdy z nas ma o czym myśleć. Z Bogiem.
Adam Siwołowski