Człowiek może uciekać całe życie – od miłości, od odpowiedzialności, od relacji z ludźmi. Może uzależnić się w swojej ucieczce od adrenaliny, przywiązania do czynności pochłaniających czas wolny, albo od grzechu. Myślę, że w moim przypadku to właśnie grzech jest przeszkodą. Tym bardziej uczestniczę w spotkaniach Wspólnoty męskiej, aby nabrać odwagi, siły i dowiedzieć się najważniejszych dla mnie rzeczy.
Dzisiejszego wieczoru mogłem dodać do swojego bagażu wiedzy kilka istotnych informacji. To, że niektórzy decydując się żyć w samotności ( i nie chodzi tutaj o mnisze powołanie ), budują wokół siebie mury, zamykają się w warownym zamku, gdzie kryją się od świata i w ten sposób oddalają od społeczeństwa na niekorzyść swojej duszy.
Po wstępie prowadzącego – Brata Przemka przerobiliśmy kolejną skorupę. To była kontynuacja tematu samotności. Zadaliśmy sobie pytanie na ile jesteśmy – mnichami czyli wyalienowanymi chłopcami, uciekającymi od życia. Wyniki pozostały osobistymi wskazówkami, nikt nikogo nie rozliczał z wniosków do jakich doszliśmy.
Brat Przemek zaakcentował potrzebę stawania przed Bogiem i poddaniu uzdrowieniu. Po za tym usłyszeliśmy, że relacja z kobietą jest lekarstwem i to nie tylko wtedy, gdy zabrakło głębszej miłości ze strony matki. Na zakończenie adorowaliśmy przez pół godziny Najświętszy Sakrament.
Z Panem Bogiem
Adam Siwołowski.